Strona główna

        Kontakt

         Galeria

    Wigilijny wieczór                2012 roku

   Mój nowy domek

       Pierwsze dni

    Jadę na motorze

     Świat jest piękny !

  Trippstadt, Koblenz,           Strasburg         

     Dusty i Suran                  w Holandii

    Sem - Psi Anioł

     Viva Italia ! - cz.I

    Viva Italia ! - cz.II

     Benzyny brak !

   Z PAMIĘTNIKA PSA PODRÓŻNIKA

   Niezwykła historia adoptowanego psa Marusia   

    Viva Italia! - cz.III

      Fiesta Italiana

         Szwajcaria                    po raz drugi 

 Kupujemy uszczelkę

     Lista  Patronów 

 Wpadka towarzyska

     Kluczyk cz.I

    Kluczyk cz.II

     Fontanna

          Tolek

   Kłopoty z prądem 

 

Który człowiek chciałby spędzić 6 lat w zamknięciu, w pomieszczeniu wielkości 2,5 m kwadratowego, na którym stoi mała buda? Przesiedzieć sześć zimnych, długich, śnieżnych zim? Siedem długich, ciemnych i mokrych jesieni? Sześć długich lat, bez miłości...za kratami? Któż chciałby tak żyć???
Ale dla niektórych nie ma żadnej alternatywy... 
W lipcowy dzień, w roku 2011 do "Schroniska dla bezdomnych zwierząt" w Opolu trafił średniego wzrostu kundelek. Nie grzeszył urodą. Czarny, trochę podpalany na klatce i zmierzwioną sierścią na plecach. Ni to terier, ni to... no właśnie, co? Po prostu KUNDEL. Miał on wówczas 5 lat. 
Jego przyszłość nie malowała się w barwnych kolorach. Szanse na adopcję miał znikome.
Przecież wiele pięknych psów mieszkało w tym schronisku i nie wszystkie od razu znalazły dom. Ale czekały cierpliwie. Czasem kilka tygodni, miesięcy a nierzadko, nawet lat. Jakie więc szanse miał taki brzydki, z punktu widzenia człowieka, pies??? Chyba nie miał żadnych. Nie widziałem psa, któremu podobałoby się w schronie - no, może tylko jednej Szazie. Szara wilczyca mieszkała kiedyś w podłych warunkach i nie miała przyjemnych ludzi. Żyła na skraju śmierci głodowej.  Wiec, gdy trafiła do azylu i troskliwie się nią zajęto, odżyła. Lubiła wolontariuszy i wychodzenie na spacerki. To wtedy poznała ciepły, kochający dotyk ludzkiej dłoni. Wcześniej znała tylko ból, bicie i szarpanie. Szaza czasem sprytnie potrafiła otworzyć swój boks i zrobić sobie wycieczkę po terenach schroniska. Czuła się wówczas jak pani na włościach. Jak królowa doglądająca poddanych. Zaglądała do rezydentów azylu i chodziła pod kocią wolierę. Przychodziła też do Brusa, bo nie był agresywny. 
Kiedy przyjechałem do schroniska, Brus już tam był. Od roku siedział, za niewinność i miłość do człowieka. Cichy i potulny w przeciwieństwie do mnie.  Pamiętam jak okropnie znosiłem schron. Ciągle płakałem. Brus ze spokojem stoika, a raczej z rezygnacją przyjmował swój los. Patrzył ze smutkiem w oczach, jak odwiedzający schronisko ludzie, zaledwie rzuciwszy spojrzeniem na niego, szli dalej. Uważali, że nie był wart, nawet chwili uwagi. Więc zrezygnował z marzeń o nowym domku i kochającym go człowieku. 
Odsiedziałem kilka miesięcy w schronie i wreszcie znalazłem swoich ukochanych ludzi. Właściwie to oni mnie znaleźli. Brus pozostał, bez cienia nadziei na szczęście. 
 
 
Ciąg dalszy na stronie :                                https://patronite.pl/Z-pamietnika-psa-podroznika
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

                Historia Brusa

Proszę , zostaw komentarz. Dziekuję.  - Maruś 

    Kolejne opowiadanie  kliknij tutaj  -   " Wpadka towarzyska"

Wpłacając grosik na moje konto nr: 
  
 86 1140 2004 0000 3302 4646 1700   z dopiskiem: "darowizna na ksiażkę Marusia"

walnie przyczynisz się do wydania mojej książki. 
Część dochodu ze sprzedaży "Pamiętnika psa podróżnika" zostanie przeznaczona na pomoc najbardziej potrzebującym zwierzakom.   

                                                                                                      Dziękuję - Maruś 



ps. Wszystkim sponsorom całość opowiadań zostanie przesłana ma e-mail lub na skrzynkę            wiadomości na Facebook